Przeciw normom
W 2025 roku w ramach dyrektywy CAFE (Clean Air for Europe) wejdzie w życie obowiązek liczenia koncernom motoryzacyjnym emisji dwutlenku węgla według nowej procedury. Oznacza to, że konieczność obniżenia emisji dwutlenku z floty produkowanych pojazdów o około 20 procent. Obecnie wyprodukowana flota pojazdów może emitować średnio 120 g/km, a według nowej normy powinna średnio 94 g/km. Największym emitentom grożą kary idące w miliardy euro.
Firmy domagają się od Komisji Europejskiej „pilnych środków zaradczych” w związku z ostrzejszymi normami emisji, które wejdą w życie już za chwilę. W praktyce proponuje się poluzowanie norm. Oznaczałoby to, zwiększenie wolumenu pojazdów spalinowych oferowanych do sprzedaży w Europie. Przemysł motoryzacyjny straszy, że zbyt słaba sprzedaż oferowanych pojazdów sprawia, że będzie musiał zacząć likwidować fabryki i zwalniać ludzi. Dokładniej dowiesz się o tej dyskusji, w tym o reakcji Komisji Europejskiej, z portalu elektrowoz.pl [1] [2].
Za normami
W 2035 roku w ramach tych samych przepisów normy emisji spalin dla samochodów osobowych i ciężarowych wyniosą 0g/km. Producenci pojazdów będą musieli produkować jedynie pojazdy zeroemisyjne. Z popularnej prasy oraz ze środowisk politycznych płynie dość stanowcze oburzenie przeciwko tym przepisom. Jednak branża motoryzacyjna i energetyczna daje sygnał, że jest to cel godny uznania.
Ponad 50 firm z branży, w tym Volvo, Maersk czy Uber, podpisało się pod apelem, w którym czytamy m.in.: „Jako firmy inwestujące w tę transformację, jesteśmy przekonani, że cel na 2035 r. jest zarówno wykonalny, jak i konieczny. W związku z tym wzywamy decydentów, aby nie ponawiali niedawno przyjętych norm emisji CO2 dla samochodów osobowych i dostawczych, a tym samym utrzymali cel 100% bezemisyjnej sprzedaży samochodów osobowych i dostawczych w 2035 roku.”
Wkrótce zobaczymy, jak sytuacja w branży motoryzacyjnej się ostatecznie znormalizuje.