PL   |   EN

Kołnierz cenowy zachowałby "stabilność polityczną" unijnego rynku uprawnień do emisji dwutlenku węgla

Kołnierz cenowy zachowałby stabilność polityczną unijnego rynku uprawnień do emisji dwutlenku węgla
źródło : pixabay.com
Niektóre formy regulacji cen, takie jak kołnierz cenowy lub limity pozycji na uczestnikach rynku, mogą rozwiązać problemy związane z wysokimi cenami w unijnym systemie handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) i pomóc w zapobieganiu "politycznej reakcji", powiedział ekspert ds. Klimatu i energii Michael Pahle.

Ile jest spekulacji na temat ETS? Czy wolumeny są znaczące? A jakie problemy może to generować?

Głównym problemem, jak sądzę, jest w rzeczywistości "spekulacja na temat spekulacji". Nie możemy ani bezpośrednio zmierzyć wielkości spekulacji, ani rygorystycznie określić jej wpływu na ceny do tej pory. Jeśli więc obserwatorzy stwierdzają z dużą pewnością, że spekulacja jest dużym problemem lub nie ma go wcale w ETS, w rzeczywistości wysuwają twierdzenia, na które nie ma twardych dowodów.

Istnieją dwa główne wyzwania, jeśli chodzi o ocenę spekulacji: po pierwsze, może ona być zarówno korzystna, jak i szkodliwa dla funkcjonowania rynku. Jest to korzystne, gdy pomaga inwestorom zajmującym się zgodnością z przepisami w zabezpieczeniu, zapewnia płynność, która zmniejsza zmienność lub wspiera odkrywanie cen, gdy zmieniają się fundamenty. Jeśli robi coś przeciwnego, ma szkodliwy wpływ i jest uważany za nadmierny.

Dlatego mówię, że spekulację można sensownie ocenić jedynie w odniesieniu do jej wpływu na ceny, a nie w odniesieniu do wolumenów posiadanych przez, powiedzmy, finanse.

Po drugie, spekulacja niekoniecznie dotyczy wyłącznie finansów – jak sugerują nasze badania, handlowcy zajmujący się zgodnością również angażują się w handel, który wykracza poza cele zabezpieczające. Aby zmierzyć skutki podmiotów gospodarczych przestrzegających przepisów, takich jak fundusze inwestycyjne,

ależałoby zatem odfiltrować ich wpływ na rynek i ustanowić kontrfaktyczny punkt odniesienia dla tego, jak wyglądałyby ceny bez nich.
W rzeczywistości istnieje obszerna literatura na temat finansjalizacji rynków towarowych, która próbowała zmierzyć wpływ tak zwanych podmiotów gospodarczych niezgodnych z przepisami. Jednak rozwój odpowiednich metod naukowych wciąż trwa, a dostępność i jakość danych nadal wymagają poprawy, jak pokazano w sprawozdaniu ESMA, a także w naszym.

Przepraszam za wykład, ale jako naukowiec uważam, że ważne jest, aby wyjaśnić, że nadal brakuje twardych dowodów, a propozycje dotyczące tego, jak radzić sobie – lub nie – z tym tematem powinny brać to pod uwagę.

Podsumowując, kluczowe rozróżnienie polega na tym, że handlowcy, którzy są graczami w zakresie zgodności z regulowanymi branżami lub działającymi w ich imieniu, a handlowcami, którzy nie pochodzą z branż regulowanych. Czy to prawda?

Tak.

Jak duży jest handel pochodzący z branż niezgodnych z przepisami? Czy wolumeny są znaczące i czy zmieniły się z czasem?

Patrząc na dane zawarte w sprawozdaniu ESMA na temat unijnego rynku uprawnień do emisji dwutlenku węgla oraz na naszą własną pracę, można zauważyć, że lwia część wolumenu obrotu przypada na firmy inwestycyjne i instytucje kredytowe.

Przeważnie są to banki działające w imieniu podmiotów zajmujących się zgodnością, które wykonują tak zwane "carry trades" – kupując uprawnienia w ich imieniu i sprzedając je z powrotem – co jest bardzo powszechną formą handlu w celu zabezpieczenia.

Następnie, w znacznie mniejszych wolumenach, są transakcje funduszy inwestycyjnych i innych niesklasyfikowanych finansów.

To są nowi gracze, prawda? To są finanse, które do niedawna były zainteresowane ETS i nie działają w imieniu regulowanych branż?

Dokładnie.

Czy ci ludzie są zatem spekulantami?

W tym miejscu ważna jest terminologia. Niektórzy nazwaliby ich spekulantami, ponieważ handlują wyłącznie w celu zarabiania pieniędzy, podczas gdy inni nazwaliby ich inwestorami, ponieważ kupują i trzymają uprawnienia - w przeciwieństwie do spekulacji, która jest zwykle uważana za bardziej krótkoterminową, co oznacza, że zyski są osiągane w ramach czasowych od sekund do miesięcy.

Bardziej interesujące niż sformułowanie jest jednak to, co wprowadziło te firmy na rynek kilka lat temu. Do 2018 r. cele klimatyczne UE były mniej rygorystyczne, występowała nadpodaż uprawnień do emisji, a ceny CO2 były stosunkowo niskie. Następnie wdrożono reformę ETS dla fazy IV, aby wyeliminować nadpodaż.

Dzięki temu inwestycje i fundusze hedgingowe uświadomiły sobie, że UE poważnie podchodzi do kwestii zmian klimatu. Odpowiednio, to było wtedy, gdy ci handlowcy po raz pierwszy zaczęli się pojawiać, a w obecnej sytuacji pozostali.

Ok, więc jest więcej spekulacji niż wcześniej. Czy możesz teraz wyjaśnić, jakie problemy może to generować? Czy to tylko pchnięcie ceny w górę, czy też są też inne problemy?

Najwyraźniej wpływa to na cenę uprawnień do emisji CO2 i ważne jest, aby zrozumieć, jak to się dzieje. Ci handlowcy mogą zarówno konsumować, jak i zapewniać płynność na rynku. Ale tak naprawdę nie jest jasne, kiedy kupują lub sprzedają uprawnienia, ani jak długo je trzymają. To w dużej mierze zależy od ich strategii handlowych, które są trudne do przewidzenia. W przypadku, gdy zużywają płynność przez dłuższy czas, mogą stale podnosić ceny powyżej ich podstawowej wartości.

W związku z tym decyzja inwestycyjna inwestorów detalicznych może być w większości napędzana przez rynek, a w przypadku inwestycji wpływowych – przez sentyment środowiskowy. Mogą po prostu kupić uprawnienia i zdecydować się na sprzedaż nagle niezależnie od warunków rynkowych, a nawet anulować, aby wywrzeć presję cenową na emitentów.

Oznacza to, że masz większą niepewność co do tego, co napędza handel, co generuje hałas na rynku i pogarsza opłacalność środowiskową ETS.

Tak więc naprawdę trudno powiedzieć, ponieważ gracze finansowi kierują się inną logiką handlową niż handlowcy zgodności, którzy muszą kupować uprawnienia w zależności od ich produkcji.

W niedawnym artykule ostrzegał Pan przed udziałem podmiotów finansowych w ETS, mówiąc, że ryzykują one wywołanie "nadmiernej spekulacji" na rynku. Czym różni się zachowanie podmiotów finansowych od innych podmiotów?

Różni się w sposób, który właśnie opisałem, a mianowicie strategie handlowe i ryzyko trwałego zmniejszenia płynności.

Wyjaśniliśmy jednak, że potencjalne negatywne skutki handlu nowymi finansami są bardziej zbliżające się niż obecne zagrożenie. Ponieważ jednak podaż uprawnień będzie się z czasem kurczyć, a ekosystem podmiotów rynkowych rozszerza się, umożliwienie funkcjonowania finansów bez wystarczającej kontroli monitorowania jest receptą na zawirowania i poważne zakłócenia na rynku.

W związku z tym doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy sposobu pomiaru przepływów inwestycyjnych i udziałów w uprawnieniach oraz zdefiniowania punktu, powyżej którego można je uznać za nadmierne.

Jednym ze wskaźników jest zmierzenie, ile płynności jest zużywane – ile uprawnień jest usuwanych z rynku, które nie są już dostępne dla podmiotów regulowanych. Jeśli jest to tylko bardzo mały udział w ogólnej płynności rynku – obecnie kilka milionów uprawnień – nikt nie będzie musiał się tym przejmować. Ale jeśli w pewnym momencie stanie się to większym zjawiskiem, grozi to zakłóceniem rynku.

Musimy więc mieć odpowiedni wskaźnik i próg, aby określić, kiedy stanie się to krytyczne. Chodzi o znalezienie nowych metod pomiaru wpływu, ale także o poprawę danych zgodnie z sugestią ESMA w swoim sprawozdaniu.

W swoim artykule zaleca się ustanowienie mechanizmu ostrzegania chroniącego przed nadmierną spekulacją. Jak by to działało? A gdzie umieściłbyś próg?

Podejście przyjęte przez ESMA w celu oceny, czy rynek funkcjonuje prawidłowo, polega na przyjrzeniu się "nieuporządkowanemu zachowaniu". Ale nie zawiera definicji, jest to bardziej ukryte pojęcie oparte na wolumenach i zagregowanych wskaźnikach rynkowych, które są umieszczane w odniesieniu do tego, co uważa się za normalne zachowanie rynkowe.

To, co zasugerowaliśmy w artykule, to wyraźne ustalenie wzorców handlowych, które mogłyby ujawnić spekulacje. Na przykład znaczny wzrost otwartego zainteresowania kontraktami pierwszorocznymi w ciągu roku, co nie miałoby miejsca, gdyby obrót na rynku kontraktów terminowych odbywał się wyłącznie do celów zabezpieczających.

To nie jest kuloodporne podejście, to jeszcze bardziej świadoma heurystyka. Ale byłby to duży krok naprzód w ustanowieniu takich wzorców handlowych, które są normalne w tym sensie, że są charakterystyczne dla funkcjonującego handlu zgodnością.

Wykrycie odchylenia od tych wzorców może być wyraźnym sygnałem ostrzegawczym, że rynek nie funkcjonuje prawidłowo.

A co z superszybkimi zautomatyzowanymi transakcjami elektronicznymi, tak zwanymi transakcjami o wysokiej częstotliwości, które odbywają się w milisekundach? Czy można to również wykorzystać jako metrykę?

Rzeczywiście możesz opracować różne wskaźniki do handlu w różnych skalach czasowych, takich jak handel o wysokiej częstotliwości, mierzony w sekundach lub milisekundach. Możesz także spojrzeć na dłuższe skale czasowe, takie jak lata.

To ostatnie jest znacznie trudniejsze, ponieważ informacja i przewidywanie odgrywają decydującą rolę.  Na przykład na początku 2021 r. londyński fundusz hedgingowy stwierdził bardzo głośno, że cena ulgi może wynosić około 100 USD za tonę pod koniec roku. Z pewnością spotkało się to z dużym zainteresowaniem ze strony innych, prawdopodobnie mniej poinformowanych handlowców, którzy mogli pójść w ich ślady - przynajmniej ceny wzrosły zauważalnie w następstwie tej wiadomości.

Podkreśla to, że informacje mogą odgrywać ważną rolę nie tylko w absorpcji rynku, ale także w tworzeniu rynku przez kluczowe podmioty.

To bardziej przypomina manipulację na rynku.

Nie do końca. Manipulacja na rynku ma miejsce, gdy ściskasz rynek, wstrzymując uprawnienia, aby podnieść ceny - jest to fizyczne w tym sensie, że rzeczywisty niedobór aktywów jest zwiększony.

W powyższym przypadku powiedziałbym, że jest to bardziej jak tworzenie zaraźliwych informacji. Dlatego też nasze zalecenia mają na celu poprawę wymiany informacji i przejrzystości między wszystkimi podmiotami na rynku. Ma to na celu zapobieżenie pewnego rodzaju monopolowi na informacje, który garstka przedsiębiorców mogłaby wykorzystać, przewidując zmiany cen na rynku i ustalając je na niekorzyść, w szczególności dla podmiotów gospodarczych przestrzegających przepisów.

Jest to zgodne z rosnącym zapotrzebowaniem na poprawę przejrzystości ruchów rynkowych i uczynienie ich zrozumiałymi dla szerszej publiczności.

Niektórzy prawodawcy w Parlamencie Europejskim złożyli poprawkę do dyrektywy w sprawie ETS (poprawka 405) w celu ograniczenia handlu w ramach ETS do "operatorów z obowiązkami w zakresie zgodności" lub do pośredników finansowych działających w ich imieniu. Jakie są twoje przemyślenia na ten temat, czy pomogłoby to rozwiązać problem?

Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że bardzo ważne jest, aby jasno określić rolę finansów na rynku i dla rynku oraz ograniczyć uczestnictwo, gdy staje się ono szkodliwe.

Ale pogląd, że istnieją źli handlowcy i dobrzy handlowcy, a tych ostatnich można wykluczyć i wszystko jest w porządku, jest niebezpiecznie błędny. Takie postępowanie stanowiłoby poważne ryzyko dla funkcjonowania rynku na wiele sposobów.

Po pierwsze, rynek może doświadczyć poważnych problemów z płynnością, jak to miało miejsce w Korei Południowej, gdzie do niedawna nie wolno było uczestniczyć w finansach. Oznacza to, że sygnał cenowy staje się nieefektywny informacyjnie. Co więcej, duże firmy zajmujące się zgodnością, które nie są wykluczone z handlu, mogą również angażować się w handel spekulacyjny i prawdopodobnie już to robią w pewnym stopniu. Wreszcie, istnieją również współprzemieszki produktów finansowych, które naśladują system handlu uprawnieniami do emisji lub są z nim powiązane. Istnieje więc wiele dobrych powodów, aby ich nie wykluczać.

Zdecydowanie mniej inwazyjną opcją jest wprowadzenie limitów pozycji. Generalnie popieram to, również dlatego, że ma funkcję sygnalizacyjną. Wiemy to z rynku uprawnień do emisji dwutlenku węgla w Kalifornii, gdzie takie limity są już wdrożone: uczestnicy rynku wiedzą, że są pod nadzorem, który może automatycznie zawierać potencjalne nieuporządkowane zachowania.

Ale absolutnie kluczowe jest dokładne skalibrowanie tych limitów pozycji, co jest kwestią, którą zarówno my, jak i ESMA odnotowaliśmy w naszych odpowiednich sprawozdaniach. Istnieją już limity pozycji na przykład dla instrumentów pochodnych opartych na towarach rolnych. Ale nie można po prostu zrobić tego samego z rynkiem emisji dwutlenku węgla – ustalić stały poziom praktycznie na zawsze – ponieważ podaż uprawnień do emisji dwutlenku węgla spada strukturalnie. Tak więc limity muszą być stale dostosowywane do aktualnych warunków rynkowych, co czyni go szczególnie trudnym.

Ogólnie rzecz biorąc, ceny emisji dwutlenku węgla w ramach ETS wzrosły w ciągu ostatnich miesięcy do prawie 100 euro za tonę, czyli poziomów, których osiągnięcia nie oczekiwano przed 2030 r. Czy uważają Państwo, że należy podjąć środki w celu ograniczenia zmienności cen lub poziomów w systemie handlu uprawnieniami do emisji? Na przykład, czy są Państwo za pułapem cenowym?

Po pierwsze, przynajmniej z perspektywy czasu nie powinniśmy być bardzo zaskoczeni wysokimi cenami emisji dwutlenku węgla: mamy w toku Europejski Zielony Ład i propozycję znacznego zaostrzenia limitu emisji w ramach ETS.

Zgodnie z analizą, którą przeprowadziliśmy w PIK rok temu, analizując propozycję ETS, cena węgla osiągnie 130 euro za tonę do 2030 r. przy optymistycznych założeniach dotyczących kosztów redukcji emisji. Tempo wzrostu cen mogło być zaskakujące, ale na pewno nie kierunek – prędzej czy później by się to stało.

W związku z tym gracze finansowi aktywnie przewidywali tę przyszłość. Podejmowali przy tym ryzyko, nie wiedząc, jak faktycznie rozwiną się ceny. Czasami jesteś nagradzany, podejmując ryzyko i przewidując, co rynek zrobi dalej. A innym razem zostaniesz ukarany, ponieważ nie udało ci się dokonać właściwych przewidywań. Jest to część normalnego funkcjonowania rynku – odkrywanie cen podczas przejścia do nowej równowagi.

Musimy jednak przyznać, że ETS jest rynkiem stworzonym politycznie i prawdopodobnie istnieją poziomy cen, które mogą wywołać reakcję polityczną, gdy zbyt mocno uderzą w regulowane firmy lub kraje. Moim zdaniem do pewnego stopnia doświadczamy tego w tej chwili.

W celu ochrony stabilności politycznej bardzo pomocny byłby kołnierz cenowy, aby zapobiec uznaniowej interwencji i wyjaśnić z wyprzedzeniem i dla wszystkich zainteresowanych stron, który przedział cen jest politycznie akceptowalny. I mamy dobry przykład, z którego moglibyśmy się nauczyć, jak wprowadzić to w życie: program cap-and-trade w Kalifornii.

Źróło: euractiv.com

Stworzone przez allblue.pl